Co robić, gdy Chory nie chce słyszeć o chorobie (i czy w ogóle coś robić)?

Często słyszę, żeby nie wspominać o chorobie. Nie dopytywać Chorego. Nic mu nie mówić. On nie wie. I tak jest lepiej. Czy faktycznie? Czy lepiej? Czy aby naprawdę nie wie?

Różne etapy, różne potrzeby

Pacjenci (i Ich Bliscy) wędrują poprzez chorobę. Od pierwszych objawów, wstępnych wizyt u lekarza, przez badania diagnostyczne. Wreszcie rozpoznanie. I leczenie. W tym paliatywne. Ta wędrówka oznacza fizyczne przemieszczanie się: od jednego lekarza do kolejnego, z jednego oddziału szpitalnego na inny, z jednej kolejki do tomografu do innej. Oznacza także zmianę psychologiczną: początkowy szok ustępuje miejsca zaprzeczeniu, pojawia się gniew, Chory się targuje. Popada w depresję. Wreszcie przyjść może akceptacja.

W trakcie chorowania te etapy się przenikają, czasem chwilową akceptację Chory znów zamienia w depresję czy gniew. To naturalne. Wszystkim tym etapom przeżywania choroby towarzyszą jednak inne potrzeby Chorego. To, że jednego dnia nasz Bliski nie chce rozmawiać o chorobie, wypiera ją, gniewem reaguje na słowa lekarza – nie oznacza, że w czasie wizyty tydzień później będzie tak samo. Dlatego ważne jest, by być z Chorym, towarzyszyć mu i obserwować zmiany w Jego psychice, zmiany Jego potrzeb. I reagować na nie.

Nadzieja na początku, nadzieja na końcu

Wszystkim tym etapom radzenia sobie z chorobą towarzyszy nadzieja. Nadzieja towarzyszy Chorym, z którymi mam przyjemność pracować, do samego końca Ich życia. Ważne, żeby uświadomić sobie jednak, że nie jest to zawsze prosta nadzieja na to samo: cud wyzdrowienia. Znacznie częściej jest to nadzieja na kolejny dzień bez bólu, często na spotkanie z Bliskimi. Nadzieja, że pozostały czas będzie wolny od upokorzeń szpitalnych korytarzy. Tych nadziei nie można Choremu odbierać. Szczera jednak z Nim rozmowa, z poszanowaniem Jego osobistych preferencji – nigdy tych nadziei nie zrani.

Pozwala etyka, pozwala ustawa

Jako lekarz mam obowiązek udzielić Pacjentowi i Jego przedstawicielowi ustawowemu informacji o stanie zdrowia. Mam to zrobić przystępnie. Mówi o tym ustawa z dnia 5 grudnia 1996 roku o zawodach lekarza i lekarza dentysty (artykuł 31.) oraz ustawa z dnia 6 listopada 2008 o prawach pacjenta (artykuł 9.). W sytuacjach wyjątkowych, jeżeli rokowanie nie jest pomyślne, mogę jednak ograniczyć informację – musi za tym jednak przemawiać dobro Chorego. Wtedy muszę powiadomić o rokowaniu osobę wskazaną przez Pacjenta.

Kodeks etyki lekarskiej (w artykule 17.) nakłada na mnie obowiązek informowania Chorego o niekorzystnej prognozie z taktem i ostrożnością. Najważniejsze jest zawsze dobro Chorego, nie oznacza to jednak, że usprawiedliwione jest kłamanie czy oszukiwanie Pacjenta. Nawet, jeśli tego chciałaby Rodzina.

Czyli jak?

Wędrując od lekarza do lekarza i z jednego oddziału na inny Chory słyszy, pyta i rozmawia. Z innymi Chorymi, z personelem. Obserwuje kto leżał na łóżku obok, a już nie leży oraz kto czekał z nim miesiąc temu na chemioterapię, a już go nie widać. Obserwuje swoje ciało, często coraz słabsze, mniej słuchające poleceń. To nieprawda, jak czasem chcieliby Bliscy Chorego, że on nie wie.

Brak rozmowy o chorobie dodatkowo pogłębia samotność Pacjenta. Sam, nie chcąc ranić Bliskich, często godzi się na milczenie. I ze wszystkimi opisanymi wcześniej emocjami, z gniewem i z zaprzeczeniem, często z depresją radzi sobie samotnie w ciszy. W mojej praktyce wielokrotnie zdarza mi się przekazywać złe informacje. Jestem jednak pewny, że kluczem jest tutaj podążanie za potrzebami Chorego i dostosowanie przekazywanych informacji do Jego potrzeb, możliwości i pytań. To chroni przed fałszywym odbiorem choroby, ułatwia komunikację i daje Pacjentowi poczucie chociaż częściowej kontroli.

Lek. Aleksander Biesiada,
Lekarz rodzinny i hospicyjny

Podobne posty